
Piękną suknię miałyśmy gotową. Różową i przepiękną. Różdżkę miałam zrobić, ale kiedy zobaczyłam "gotowca" w moim osiedlowym sklepiku (Tesco) za niecałe 4 złocisze - doszłam do wniosku, że może jednak się złamię. Dopasowałam ją tylko do naszych (moich i Najpiękniejszej) potrzeb za pomocą dwóch cekinów, dwóch koralików i jednej nitki z igłą.
Do tego dorobiłam naszyjnik i bransoletkę ściegiem margerytkowym ale bez marginesów. O, tak:



"Niech na moje zawołanie
śnieg się dookoła stanie!"
Zakrzyknęła. No i stał się śnieg! Brrrrr!
Muszę pogadać z nią, czy nie miałaby ochoty teraz tego odczarować...